„Niech żyją ptaki i niech ożywa ludzka wrażliwość!”

Zenon Kruczyński

Arkadiusz Szaraniec
fot. Adriana Bogdanowska

Niektóre z porzekadeł z uporem od wieków powtarzają wierutne bzdury. Jakże trudno się zgodzić na określenie „głupi jak gęś”. Przecież to bardzo mądre ptaki!
Nie tylko te dzikie, czyli można rzec – prawdziwe gęsi. Także te domowe, które choć utraciły zdolność lotu (lecz nie do cna), to zachowały jednak wiele ze swoich naturalnych instynktów i zdolności.
Dzięki tym ptasim móżdżkom głupie domowe gęsi uratowały kiedyś Rzym, a dzikie gęgawy… dostały Nagrodę Nobla. To znaczy odebrał ją wybitny naukowiec Konrad Lorenz, ale za pracę naukową wykonaną na podstawie wieloletniej obserwacji zachowań tych ptaków.
On po prostu opisał codzienne życie dużej rodziny zwyczajnych szarych gęgaw – i to kilkunastu generacji. I był niezwykle zaskoczony siłą więzi uczuciowych  oraz wielością relacji, jakie łączą wszystkich członków tej gęsiej rodziny. Nie tylko rodziców i dzieci, ale także dalszych krewnych, nawet dalekich kuzynów i powinowatych. Lata mijały, a dzięki temu naukowiec obserwował coraz to nowe pisklęta, które dorastały na jego oczach, potem wykluwały im się dzieci, wnuki i prawnuki. Gęsi są bardzo troskliwymi rodzicami.
Opowieści Lorenza, czytane wiele lat temu, ożyły we mnie natychmiast kiedy zobaczyłem serię zdjęć Ady Bogdanowskiej z „Salamandry”. Ot, scenki z życia typowej gęsiej rodziny jakich setki tysięcy. Idylla. Maluchy, jeszcze pokryte puchem dokazują, czubią się między sobą, a matka obserwuje ich psoty. Jak dorosną, będą wyglądać jak kopie rodziców, ale pozostaną w pobliżu, będą stale razem.
Każdy z ptaków miał zdaniem Konrada Lorenza kompletnie inną osobowość (i to widać jak na dłoni także na zdjęciach Ady). Wciąż dzikie gęsi, dalej żyjąc jak inne gęgawy, traktowały człowieka jako członka stada. I zaakceptowały nawet jego brak umiejętności lotu. Dzięki temu naukowiec mógł się rozkoszować iście czarodziejską mocą – na jego zew klucz dzikich gęsi płynący po niebie przerywał lot i efektowną spiralą lądował prosto u jego stóp! I wtedy następowało długie powitanie, pełne radości.
Inni jednak ściągają je na ziemię śrutem. Dla nich to mięso pokryte szarym pierzem, które należy oskubać.
Tymczasem odejście każdego członka rodziny jest dla dzikich gęsi wielką niepowetowaną stratą. Jak się muszą czuć, kiedy są celem kanonady, kiedy miotają się we wszystkie strony w przerażeniu, widzą jak giną ich bliscy, słyszą ich głosy, kiedy spadają ranne (bo rzadko który ptak ginie od razu przy postrzale)? A tam, w pełni świadome i bezradne leżą i czekają na swój koniec. Nie uciekną przed psem, który je aportuje jeszcze żywe. I potem wreszcie – CHRUP! następuje miłosierne skręcenie głowy.

 

Posted in: Warto przeczytać